Mieliśmy wiele obaw jak to będzie w pierwszej klasie z naszymi dziećmi, jak dadzą sobie radę z nauką, rywalizacją, przyjaźniami. Dziś jestem spokojna bo wiem, że wszyscy sobie dobrze daliśmy radę z tym nowym etapem naszego życia. Dzieci bardzo chętnie chodziły do szkoły, przykładały się do nauki, zaprzyjaźniły się chyba z większością klasy co mnie chyba najbardziej cieszy, gdyż są dziećmi otwartymi i przyciągającymi do siebie inne dzieci.
Na początku pierwszej klasy trudno było nam wszystko zorganizować, ale wystarczyła nieodzowna w naszej rodzinie konsekwencja. Po szkole jak pogoda pozwalała chodziliśmy na godzinny spacer lub podwórko z tornistrami, potem ja robiłam lub odgrzewałam obiad, a dzieci w kuchni siadały do lekcji. Niestety to nie łatwa sprawa jak się niektórym wydaje, bo nie raz słyszałam, „a co tam posadzi pani całą trójkę i razem będą odrabiać”, ale to nie tak.
Siadają do lekcji razem, ale każde z nich przeważnie odrabia co innego, bo np. nie dokończyło czegoś w szkole lub po prostu każde z nich pracuje w innym tempie. Równocześnie o coś pytają i chcą uzyskać natychmiast odpowiedź i ja się denerwowałam i dzieci :( Odrabianie lekcji nie było przyjemne ani dla mnie, ani dla dzieci, bo nie mogłam się skupić w jednym czasie na trójce dzieci. Często się wszyscy na siebie złościliśmy :( Odrabianie- pisanie to nie koniec szkolnego obowiązku, bowiem dzieci codziennie miały czytać w domu po 15/20 min, a tego już razem się nie da zrobić. Piętnaście minut trwało przeważnie z godzinę, najkrócej 45 min bo to siku, pić albo leżenie lub marudzenia. Niestety czasem po prostu ja nie miałam siły na to ich czytanie i nie czytały :( 3 godziny samego czytania, a przy tym już nie mogłam gotować czy sprzątać tylko musiałam usiąść i patrzeć w książkę. Nie mogłam doczekać się wakacji by odetchnąć od codziennego szykowania 3 śniadaniówek, 3 termosów, 3 tornistrów, 3 zestawów ubrań i tak codziennie czy to przeziębiona, czy zmęczona dzień w dzień to samo.
Dodatkowo jak się ma troje dzieci w jednej klasie to moim zdaniem zobowiązuje do jakiegoś większego zaangażowania w życie szkolne.
Tak więc poprzez robienie dekoracji szkolnych, robienie fotek, a co za tym idzie, chodzenie na uroczystości szkolne na których innych rodziców prócz nas nie było, kupowanie wszystkiego do klasy co w ciągu roku było potrzebne, wigilia, dzień dziecka, dzień chłopaka, dzień kobiet, dzień zakochanych, dzień nauczyciela, karnawał itd…. Wszystko to pochłaniało masę czasu, ale dzięki temu dzieci nasze bardzo chętnie chodzą do szkoły czy to deszcz, mgła itp. one zawsze chętne są do pójścia na zajęcia. Dlatego nie żałuję niczego ani minuty poświęconej szkole.
Dzieci zakończyły rok szkolny z dobrą opinią, która jest wyjątkowo trafna, aż dziwne że Pani tak dokładnie potrafi ocenić dzieci co też świadczy o tym że mają naprawdę dobrego pedagoga.
Kończą się wakacje o których napiszę w innym wątku, ale tylko może napiszę, że jestem toksyczną mamą i moje dzieci od 1 lipca do 18 sierpnia dzień w dzień czytały 25/ 30 min :) i czytają naprawdę zadowalająco, Ola czyta od jakiegoś czasu na naprawdę dobrym poziomie, Julcia i Dominik przestali tak dukać litery składają naprawdę o wiele szybciej niż przed wakacjami. Dodatkowo od 1 sierpnia założyłam im 16 kartkowe zeszyty w linię w których pisałam co mają napisać, lub dyktowałam, a dzieci pisały. Zeszyty skończyły po 2 tyg, pisania i także jest niesamowita poprawa w pisaniu. Juli ciężko było przejść z ołówka na pióro (ołówkiem ładniej jej wychodziło).
Dzieci dostały nagrodę :) i to naprawdę nie złą same powiedziały że się opłacało :) za naukę na wakacjach :) i wszyscy są szczęśliwi :) Ja mam czyste sumienie czego nie zrobiłam w roku szkolnym udało mi się podgonić na wakacjach bez żadnego płaczu czy nie zadowolenia. Czasem trzeba się kilka razy zastanowić jak daną sytuację rozwiązać, jak zorganizować pewne rzeczy, ale naprawdę wszystko można pogodzić i wszystko można zrobić, ale trzeba chcieć! bo nie ma nie możliwych rzeczy :) tym bardziej dla nas rodziców trojaczków :)

